Friday, November 6, 2015

Co mnie zaskoczyło i zdziwiło w USA

Ten post jest częścią jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie. W ramach projektu blogerki na emigracji  piszą o tym, do czego nie mogą sie przyzwyczaić w krajach, w których mieszkają.

Kiedy pierwszy raz przeczytałam temat 'klubowy' proponowany na październik i listopad ('Do czego nie mogę się przyzwyczaić..'), pierwsze co przyszło mi do głowy to mniej więcej: 'Temat nie dla mnie, szkoda.'

Pomyślałam tak, ponieważ nie patrzę na świat pod kątem „nie mogę się przyzwyczaić". Biorę Teksas z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tak samo było, gdy odwiedzałam różne kraje europejskie. Nie skupiam się na tym, czego nie lubię, szczególnie jeśli nie mam na coś wpływu i nie mogę tego zmienić. Nie deliberuję nad odmiennym zwyczajami. Jeśli są rzeczy, za którymi nie przepadam, znajduję sobie takie, które lubię. Nie porównuję ' lepsze/gorsze niż w Polsce, gdyż moim skromnym zdaniem, do niczego (oprócz ewentualnego obniżenia nastroju) to nie prowadzi. Jest jak jest i tyle. W mojej naturze nie leży też narzekanie, czy malkontenctwo. Nie poprawia to mi nastroju, wprost przeciwnie. Piszę o tym, by wyjaśnić, wspomniany wcześniej, mój punkt widzenia, a nie dlatego by kogokolwiek krytykować. Z dużym zainteresowaniem czytam spostrzeżenia i uwagi Klubowiczek i cieszę się z możliwości przyłączenia się do naszej jesiennej 'akcji'. Bardzo lubię brać udział w projektach Klubu Polki, dlatego pomyślałam 'szkoda, że temat nie dla mnie'. Po zastanowieniu postanowiłam, iż albo trzeba mi zmienić podejście do otaczającej mnie rzeczywistości, albo inaczej spojrzeć na temat projektu (bym nie musiała z niego rezygnować). Wybrałam to drugie.

Co mnie zdziwiło i zaskoczyło w USA

1. Ogromna liczba ogromnie otyłych ludzi - w każdym wieku. Mam wrażenie, że większość osób uważanych w Polsce za otyłe/ z nadwagą, w porównaniu do tutejszych kategorii wagowych, można chyba uznać za lokalną normę wagi przeciętnej. Podczas pierwszych dni mojego pobytu w Teksasie, gdy odwiedzaliśmy rozmaite restauracje, niejednokrotnie szczęka mi opadła widząc zarówno ilość jedzenia serwowanego na talerzach, jak i ilość jedzenia zamawianego i pochłanianego przez osoby siedzące przy sąsiednich stolikach.

Rozumiem, że w niektórych przypadkach otyłość może mieć swoje źródło w schorzeniach i problemach zdrowotnych. Na podstawie swoich obserwacji mam jednak nieodparte wrażenie, że w większości przypadków zupełnie nieprzytomna (w moim odczuciu) nadwaga wielu bardzo 'dużych' mężczyzn, kobiet, nastolatków i dzieci ma swoje źródło w sposobie odżywiania oraz braku ruchu. Chodzenie/ spacerowanie to aktywność uprawiana tu rzadko i przez niewielu. Zupełnie jakby był to sport z kategorii wyczynowych.

W związku z tutejszą odmienną przeciętną wagową, rozmiary ubrań są nieco zaniżone w porównaniu do tych samych nazw rozmiarów stosowanych w Polsce/ Europie. I tak na przykład: lokalny L to w Polsce XL.

Mówiąc o jedzeniu - zdziwiło mnie też, że amerykańskie talerze obiadowe są sporo większe od europejskich. Tym samym oczywiście, więcej można na nie nałożyć.


Większe są też kubki/ filizanki.


Na szczęście, oprócz wielu rzeczy, które dzielimy z moim szanownym małżonkiem, mamy też podobne przyzwyczajenia ilościowo/ żywieniowe. Co oznacza, że często nie jesteśmy w stanie pochłonąć obfitego dania restauracyjnego i starcza nam ono na dwa razy (zabieramy wtedy połowę swojego dania do domu - w specjalnych pudełkach dostępnych w każdej restauracji).

2. W Polsce moda prezentowana przez spikerów telewizyjnych, w reklamach i czasopismach jest bardzo zbliżona do stylu ubraniowo-modowego, jaki widuje się na polskich ulicach. W USA, a przynajmniej w Teksasie, są to dwa, całkowite różne światy. Przy czym ten telewizyjny ma się nijak do tego, co widuję na co dzień. Nie mam tu przy tym na myśli stylu sportowego i kontrolowanego luzu, który także sobie cenię. Spodnie od piżamy i spodnie do jogi, wspomniane wcześniej przez inne dziewczyny z Klubu Polki mieszkające w USA i Kanadzie, są na porządku dziennym, szczególnie gdy robi się chłodniej. Dotyczy to nie tylko osób robiących wypady na zakupy, ale także załatwiających sprawy w urzędzie czy banku. Widziałam, np. w biurze, w którym wydawane są prawa jazdy, młodą dziewczynę w stroju piżamowym oraz o kilka numerów za dużych, wyraźnie męskich i niezbyt czystych laczkach typu domowego.

Kiedyś, jeszcze w Polsce, lubiłyśmy z mamą oglądać (na kanale TLC) program „Jak się nie ubierać". Myślałyśmy wówczas, że do programu zgłaszane są jakieś specjalnie wybrane osoby, wyjątkowo niedbające o swój ubiór lub prezentujące jakiś swoisty, dziwaczny styl. Teraz wiem, że wcale nie były specjalne (no może poza dziewczyną, która lubiła nosić motyle skrzydła), raczej bardzo typowe i przeciętne.

Inna sprawa związana z odzieżą - wiele kobiet i mężczyzn w Teksasie nosi letnie ubrania (np. szorty i klapki na bose nogi) przez cały rok, także zimą. Nawet wtedy, gdy jest naprawdę zimno (kiedy to temperatura spada do zera stopni C i poniżej). Przypominam, że tutejsza letnia norma to ok. 40C w cieniu, więc różnica temperatur między zimą a latem jest znaczna. Trochę mi dziwnie, kiedy ja, ubrana w zimową kurtkę i w kozakach na nogach, spotykam na ulicy takich 'letniaków', łącznie z podobnie 'wyletnionymi' dziećmi. Nie rzadki widok zimą to np. mała dziewczynka w cienkiej sukience i letnich sandałkach. Nie mam pojęcia czy wynika to faktu, że, być może, niektórzy mieszkający tu ludzie nie czują potrzeby dostosowania stroju do temperatury na zewnątrz? A może mają po prostu nadzieję, że zimna aura szybko minie, więc nie opłaca się wyciągać z szafy cieplejszych ubrań? Nie mam pojęcia.

3.  Sposób, w jaki konstruowane i budowane są tu domy mieszkalne.
Zabudowa w 'moim' rejonie Teksasu (poza tutejszym Trójmiastem: Dallas, Fort Worth, Arlington) jest głównie parterowa lub jedno/dwupiętrowa. Sprawia to, że miejscowości są bardzo rozciągnięte w terenie.

W poprzednim miejscu zamieszkania miałam okazję obserwować rozbudowę pobliskiego osiedla mieszkaniowego. Konstrukcja domów (oprócz wysokościowców oczywiście) jest oparta na drewnianym 'szkielecie', składającym się wyłącznie z desek. To, co z wierzchu wygląda na zbudowane z cegieł, ogólnie rzecz biorąc, jest tylko zewnętrzną dekoracją owego drewnianego stelaża.

4. Sposób powitania przeznaczony tylko na okoliczność witania się z kobietami, które znamy lub z którymi jesteśmy zaprzyjaźnieni. Dotyczy to zarówno witających się kobiet, jak i mężczyzn witających kobiety. Zamiast znanego nam uścisku 'na misia' (lub tylko ewentualnego pozdrowienia/ podania ręki) stosowany jest tu powszechnie coś w rodzaju uścisku 'boczno-biodrowego'. W praktyce wygląda to mniej więcej tak, że witając się, zbliżamy swoje prawe biodro/prawy bok do prawego biodra/boku osoby, z którą się witamy i jednocześnie obejmujemy tę osobę prawą ręką. Owa osoba obejmuje nas, też prawą ręką. Początkowo trochę mnie to zaskoczyło, teraz już wiem co mam robić przy okazji spotkania znajomych.


Przyzwyczajam się

Do amerykańskiego systemu miar i wag. Zaraz po przyjeździe do USA nie umiałam odpowiedzieć na pytanie ile mam wzrostu. To znaczy wiedziałam, w centymetrach oczywiście, ale to akurat nikogo wówczas nie obchodziło. Teraz już wiem jaki jest mój wzrost w stopach i calach. Wiem też, że 1 galon to około 4 litry (w takich pojemnikach/butelkach sprzedawane jest mleko). Już (mniej więcej) wiem też co oznaczają, w odniesieniu do stopni Celsjusza, temperatury podawane w prognozie pogody (w Farenheitach). Wiem, że 0 stopni C to 32 stopnie F. Jeszcze przed wyjazdem z Polski wiedziałam z opowieści mojej mamy, która w młodości mieszkała w Poznaniu, że jeden funt to, z grubsza biorąc, pół kilograma. Gorzej z uncjami i mililitrami, ale to akurat w praktyce raczej nie sprawia problemu. Na opakowaniach produktów podawana jest informacja na temat obydwu jednostek pojemności. Resztę, w razie potrzeby, przeliczam na internetowym konwenterze.

Cieszę się, że przynajmniej czas mierzony jest w USA tak jak wszędzie - w minutach i godzinach, i nie muszę tego przeliczać.

Co nie przypadło mi do gustu

Mój numer jeden w tej kategorii to: stylizacje fryzjerskie.

Dwa lata chodziłam do różnych zakładów fryzjerskich, dając szansę tutejszym stylistkom. Obsługa u fryzjera jest typu - wpad/wypad - szybka i prawie taśmowa. Zmoczenie włosów wodą w spraju, strzyżenie i już. Niejednokrotnie prosiłam o wysuszenie moich mokrych włosów suszarką. Uzyskiwałam podsuszenie, z zastosowaniem produktu do układania włosów (promocja towaru, który można kupić, płacąc rachunek). Możliwe jest oczywiście zamówienie pełnej usługi - mycia, strzyżenia i układania fryzury. Jednak bardzo wysoka cena i uzyskany efekt sprawia, że zupełnie się to nie kalkuluje. Dość powszechną fryzurą jest tu stylizacja w stylu, który nazywam 'strąkowo-ulizany'. Moje włosy nie nadają się do tego rodzaju uczesania (i cięcia). Wyglądam w nim, jakby mnie przysłowiowa krowa polizała. W ciągu tych dwóch lat, jeśli w ogóle byłam zadowolona ze strzyżenia, było to tylko zaraz po wyjściu z salonu i krótko po takiej wizycie. Dwa, trzy tygodnie później moje włosy znów wymagały 'clipping' czyli strzyżenia. Któregoś dnia, zdesperowana wyglądem moich włosów, zaopatrzona w nożyczki fryzjerskie, sama obcięłam sobie włosy. Od tego też dnia nie chodzę do fryzjera - własnoręcznie stylizuję sobie włosy i nareszcie jestem zadowolona z tego, jak wyglądam.

Pozdrawiam ciepło znajome panie fryzjerki, panią Beatę i Elę, z których to talentów korzystałam regularnie w Polsce, jeszcze kilka lat temu.



To lubię :)


Kupony rabatowe rozprowadzane przez okoliczne sklepy i restauracje. Możne je znaleźć w skrzynce pocztowej i Internecie oraz w gazetach. Tych ostatnich nie kupuję, wystarczy mi to, co wpada do naszych skrzynek - pocztowej i mailowych. Z kuponów korzystam jednak tylko wtedy, gdy naprawdę potrzebuję lub chcę kupić jakiś konkretny produkt, na który akurat jest rabat. Nie kupuję tylko dlatego, że akurat mamy kupony.


Co lubię w zachowaniu i sposobie bycia Teksańczyków przeczytasz tutaj.

To tyle mojego wkładu do jesiennego projektu Klubu Polki. Zachęcam do przeczytania wczorajszego postu Marianny mieszkającej w RPA oraz do jutrzejszego, autorstwa Olgi, komentującej jej życie w Islandii.


Jesienny projekt dedykujemy akcji „AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” – Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 32 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą.
Więcej info: https://www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum

10 comments :

  1. Nie wiedziałam, ze w teksasie wita się inaczej :) co do fryzjerów to nie mam jeszcze doświadczenia (oprócz jednej wizyty, która była tragiczna). Natomiast mój mąż znalazł fryzjera, z którego jest bardzo zadowolony. Szczerze powiem w Miami i okolicach nie widziałam jeszcze ludzi-piżam, ale za to pełno 'flip-flop people' - nawet w bardzo eleganckich restauracjach. Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Powitania owe są dosć sympatyczne. Może piżamy pojawi się jak zrobi się chłodniej. Wszystkiego dobrego :)

      Delete
  2. Pamietam te ogromne porcje jedzenia z mojej wizyty w Houston. Nie byłam w stanie przebrnąć przez 1/4 zawartości mojego talerza. Co do systemu miar to ja chyba wmówiłam sobie, że to jest nie doopanowania :) Na szczęście w Kanadzie używa się obu systemów, więc jakoś udaje mi się przeżyć bez znajomości stóp i funtów. W sytuacjach podbramkowych ratuje się pomocą Google. Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. :) Miłego weekendu. Dobrze, że zimy w Teksasie nie są tak długie i zimne jak w Kanadzie :)

      Delete
  3. Z tym sposobem powitania jakoś się nie spotkałam, ale cóż ... minęło już ponad 15 lat odkąd wyjechałam z USA i to na dodatek z NW, więc mogło się cis pozmieniać.
    Pozdrawiam bardzo ciepło z Tajwanu :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem czy to powitanie jest tylko stosowane w Teksasie, może to jest specyfika południa. Na północy może być inaczej. Też pozdrawiam! :)

      Delete
  4. Spoób witania totalnie mnie zaskoczył. Kwestia ubrania nieco rozśmieszyła ;) We Włoszech na ulicach można dostrzeć kozaki przy 40 stopniach (taka moda) i ludzi w tshirtach obok tych w kurtakch zimowych, wszak 20 stopni to ma prawo być im zimno :D

    p.s. Swego czasu nadawano u nas program, gdzie maniacy kuponów rabatowych, robili zaskupy na gigantyczne sumy gratis.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki za poswięcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu. :) Kowbojskie kozaki na damskich nogach mona tu zobaczyć przez cały rok, także w upalne dni. Co do kuponów. Najgorzej jest jak trafi ci się być w kolejce do kasy za takim 'kuponiarzem'. Można czekać bez końca...Najlepiej wówczas szybko zmienić ogonek i ustawić się do innej kasy. Pozdrawiam :)

      Delete
    2. Przeczytałam z przyjemnością, bo lubię odkrywać takie ciekawostki. Co do kuponiarzy, to serio zdarzają się tacy maniacy, bo ja myślałam, że Ci z programu to byli podstawieni na potrzeby produkcji?

      Delete
    3. Kuponiarze i kuponiary kupujący hurtowe ilosci produktów i magazynujący je w swoich domach naprawdę istnieją. :)

      Delete